Sierra Simone "Amerykańska królowa"

TYTUŁ: Amerykańska królowa
SERIA: Nowy Camelot
AUTOR: Sierra Simone
DATA WYDANIA: 16.01.2019 r.
WYDAWNICTWO: Kobiece
Witajcie Kochani!!
Dzisiaj mam dla Was recenzję najnowszej książki Sierry Simone, którą możecie znać z takich książek, jak Gliniarz i Gwiazdor. Obydwie te powieści Sierra stworzyła w duecie z Laurelin Paige, więc byłam bardzo ciekawa, jak ta pisarka radzi sobie w pojedynkę. No i powiem, że mam mieszane uczucia. Może i jej styl pisania jest lekki, ale niektóre zwroty które zastosowała w tej książce irytowały mnie. Przez to mam mieszane uczucia, co do tego, czy aby na pewno chcę dalej kontynuować przygodę z książkami jej autorstwa. Muszę się jeszcze nad tym dobrze zastanowić.
A o czym jest zatem Amerykańska królowa??
Kiedy Greer Galloway ma piętnaście lat, spotyka Asha, który kradnie jej pierwszy pocałunek i rozkochuje ją w sobie na długi czas. Kilka lat później poznaje Embry’ego, który zostaje jej pierwszym kochankiem. Wkrótce jeden z nich będzie prezydentem, a drugi wiceprezydentem USA.
Ash i Embry są jedynymi mężczyznami w życiu Greer, do których kiedykolwiek coś czuła. Kiedy prezydent Ash prosi Embry’ego, aby ją sprowadził, kobieta ma serce rozdarte na pół.
Wkrótce Greer wikła się w sieć sekretów i domysłów, która rodzi skandaliczny związek na najwyższych szczeblach władzy. Jednak nikt nie zdaje sobie sprawy, że jest ktoś, kto obserwuje bacznie każdy ich ruch.…”
Tak, jak już wspominałam na początku tej notki mam mieszane uczucia wobec tej książki. Sama nie wiem, czy wpływ na to ma sam pomysł na całą te historię czy też słownictwo, które się w niej pojawia. Nie zaprzeczam, że jest to coś nowego na naszym rynku wydawniczym, ale nie wiem, czy taka świeżynka akurat mnie przekonuje do siebie. Dla mnie osobiście było tego wszystkiego za dużo. Mam jakieś granice smaku i chyba Amerykańska królowa je przekroczyła. Momentami było niesmacznie i czułam się niekomfortowo, jednak wiem że są fani takich historii i szanuję ich za to.
Widać, że Sierra Simone miała fajny pomysł na tę historię, jednak w pewnym momencie gdzieś się pogubiła i przedstawiła ją aż za bogato. Amerykańską królową czyta się dobrze, bo to jest napisane w takim sposób,że sceny które miały pobudzać wyobraźnię spełniły swoją funkcje, a sceny wprowadzają wątek polityczny były bardzo interesujące. Do tego nie mam żadnych zastrzeżeń. Podoba mi się też to, że ta powieść została podzielona na dwie części, gdzie w pierwszej pojawiają się rozdziały poświęcone przeszłości oraz teraźniejszości. Natomiast druga część skupia się wyłącznie na wydarzeniach obecnych. Według mnie Amerykańska królowa właśnie dzięki takiemu podziałowi wiele zyskuje.
Tak naprawdę w tej książce pojawiają się trzy główne postacie, które czynnie uczestniczą w całej tej historii. Może zacznę od Greer, ponieważ tą postać albo się kocha albo nienawidzi, możecie być pewni że nie będzie Wam ona obojętna. Ja należę do tej drugiej grupy, ta laska bardzo mnie irytuje i męczy niemiłosiernie. Jest niezdecydowana, tutaj gra landrynkową panienkę, ale gdy zamykają się drzwi marzy o byciu uległą, z którą można robić wszystko. Nie, zdecydowanie to nie jest ten typ bohaterem, które lubię w powieściach. Jest też prezydent USA, czyli Ash, bohater wojenny. Ten człowiek to dla mnie bardzo ciekawa postać. Powiem Wam szczerzę, że nie umiem stwierdzić czy go lubię czy też nie. W wielu przypadkach rozumiem jego zachowanie, więc mnie ono nie dziwi. Wiem tylko tyle, że Grey mógłby się wiele od niego nauczyć. A trzecim bohaterem jest Embry (wiceprezydent) i to chyba jego najbardziej polubiłam w całej tej historii. Jest mi go naprawdę szkoda i czasami mam ochotę go przytulić, bo znalazł się pomiędzy przysłowiowym młotem a kowadłem. Według mnie jest chyba najnormalniejszy z całej tej ekipy.

Ode mnie książka Amerykańska królowa otrzymuje 3 gwiazdek.
Pozdrawiam Was ciepło, Wasza Justyna Coffee_Cup90;)
Za egzemplarz do recenzji chciałabym serdecznie podziękować Wydawnictwu Kobiecemu.
Komentarze
Prześlij komentarz